Opowiadania Iriny Sieminoj wyjątkowo przypadły mi do gustu. Ciekawie napisane, z głębokim przesłaniem – przemawiają do wyobraźni. Poniższa przypowieść terapeutyczna daje wiele do myślenia. Po lekturze warto zastanowić się czy przypadkiem również nie jest się numerkiem w kolejce, gotowym do porzucenia marzeń, planów, potrzeb, uczuć czy możliwości.

Jeśli czyjeś potrzeby, emocje i uczucia stawiasz ponad swoje, to poniższa przypowieść terapeutyczna jest skierowana właśnie do Ciebie.

Po co nam baśnie terapeutyczne?

W głębi wszyscy jesteśmy dziećmi i bardzo lubimy bajki i opowieści. Zapadają one wyjątkowo w naszej pamięci. Abstrakcyjne postaci i dialogi przemawiają do wyobraźni i prowokują do przemyśleń. Bywają motywacją do zmian.

Opowiadanie ma wartość terapeutyczną, niesie ze sobą informacje, emocje, ulgę, pozwala spojrzeć na wydarzenia z innej perspektywy. Wartość ttę najlepiej opisują słowa psychoanalityka Ronalda Brittona:

„Baśń pełni funkcję terapeutyczną, ponieważ pacjent rozmyślając nad tym, co baśń zdaje się dawać do zrozumienia w odniesieniu do jego wewnętrznych konfliktów w konkretnym momencie życia, odkrywa własne rozwiązanie sytuacji. Treść wybranej baśni zazwyczaj nie ma nic wspólnego z zewnętrznym życiem pacjenta, ale dotyczy problemów wewnętrznych, które wydają się niezrozumiałe, a stąd nie do rozwiązania”.

Z tego też powodu przypowieść terapeutyczna to narzędzie, po które chętnie sięgają psychoterapeuci, psycholodzy i coachowie.

Wyjątkowa przypowieść terapeutyczna – Ofiarowanie

– Kto ostatni w kolejce do ofiarowania?

– Ja, mam numerek 852, a pani?

– Mam 853. Długo się czeka?

– Nie, szybko idzie. A pani w imię czego składa ofiarę?

– W imię miłości, a pani?

– Ja dla dzieci, wszystko bym za nie oddała…

– A co pani składa w ofierze?

– Swoje życie osobiste. Wszystko dla dzieci. Ze wszystkiego rezygnuję. Z nikim się nie spotykam, wszystkiego w domu muszę dopilnować. Nic sobie nie kupuję, nigdzie nie chodzę. Rzuciłam dobrą pracę, żeby być bliżej domu, teraz sprzątam w przedszkolu, żeby osobiście dzieci doglądać. Nic dla siebie nie chcę.

– Rozumiem panią. A ja składam swoje uczucia w ofierze. Wie pani, z mężem mi się dawno nie układa… ma inną. Mąż nie chce odejść pierwszy, mówi, że się przyzwyczaił do mnie. Ja też nie potrafię odejść – żal mi go… I tak sobie trwamy… O! Pani numerek się świeci! Boję się, co będzie jak nie przyjmą mojej ofiary?

853 zwija się w kłębek i czeka na swoją kolej. 852 długo nie wychodzi, w końcu drzwi do gabinetu się otwierają i 852 stoi oszołomiona.

– No i co? Co pani powiedzieli? Przyjęli ofiarę?

– Nie… Powiedzieli, że okres próbny. Kazali jeszcze się zastanowić.

– Jak to??? Dlaczego???

– Pani kochana, oni mnie spytali czy przemyślałam wszystko, bo to przecież nieodwracalne. Powiedziałam im, że dzieci jak dorosną to docenią, co matka dla nich poświęciła. A oni mi film pokazali. O mnie, o mojej przyszłości. Jak córka za mąż wyszła i się wyprowadziła do innego miasta, a syn dzwoni tylko raz w miesiącu. Ja go w tym filmie pytam dlaczego, a on mówi, żebym się do jego życia nie wtrącała i zajęła sobą. A jak mam się sobą zająć, kiedy się nigdy sobą nie zajmowałam, nie umiem!


Przeczytaj również: Czy czas leczy rany? Przypowieść terapeutyczna o cierpieniu psychicznym


– No to teraz ja idę… 853 się świeci…

– Dzień dobry pani. Proszę usiąść. Co pani nam przyniosła?

– Uczucia…

– Rozumiem… Proszę pokazać.

– Niech pan patrzy, niewiele tego, ale świeżutkie, nienoszone, pół roku mają dopiero…

– Co pani chce w zamian?

– Ocalić rodzinę.

– Czyją? Pani? A co tam jest do ocalenia?

– Mąż ma kochankę, dawno.

– A pani?

– Ja od pół roku mam kogoś…

– Te uczucia, co pani przyniosła, to do tego nowego?

– Tak. Żeby tylko ocalić rodzinę.

– Jaką rodzinę? Przecież sama pani mówi, że mąż ma inną kobietę, a pani innego mężczyznę, gdzie tu rodzina?

– Ale rozwodu nie było! Wciąż jesteśmy małżeństwem!

– I to pani odpowiada?

– Nie!

– Ale wymienić na nowy związek pani nie chce?

– Nie… to nie są jakieś wielkie uczucia…

– No to skoro pani ich nie szkoda, to poproszę, może pani złożyć ofiarę.

– Ale słyszałam, że film jakiś pokazujecie, o przyszłości… Dlaczego ja nie mogę obejrzeć?

– Różne tu filmy pokazujemy. Jednym o przyszłości, a innym o przeszłości… A pani pokażemy o teraźniejszości. Włączam proszę patrzeć.

– To ja??? Masakra, jak ja wyglądam??? To kłamstwo!!! Przecież dbam o siebie!

– Cóż, pani stan ducha przekłada się na wygląd.

– Ale jak to??? Przygarbiona jakaś jestem, usta zacięte, oczy mętne, włosy oklapnięte…

– Tak wyglądają ludzie, kiedy ich dusza płacze…

– A co to za chłopiec? Taki słodki… O, tuli się do mnie!

– Nie poznaje pani? To pani mąż, w pani projekcji.


Czym jest projekcja przeczytasz w artykule: Mechanizmy obronne – rodzaje i związek z zaburzeniami psychicznymi

– Mąż??? Bzdura!!! Mąż jest dorosłym człowiekiem!

– A w głębi duszy jest małym chłopcem. I tuli się do mamusi…

– Ale tak mi wpojono w dzieciństwie, że kobieta musi być silniejsza, mądrzejsza, bardziej stanowcza. Że musi wspierać męża.

– No i tak pani ma: silna, mądra, stanowcza mamusia kieruje swoim chłopcem-mężem. I przytuli i nakrzyczy, ukarze i wybaczy, pożałuje i nakarmi.

– Ale przecież nie jestem mamusią tylko żoną! A on ma kochankę! Lata do niej, a potem wraca, a ja go i tak kocham!

– Oczywiście, ma się rozumieć, chłopiec się bawi w piaskownicy i wraca do domu, do ukochanej mamusi. Popłacze trochę w fartuch, pokaja się… Dobra, koniec oglądania. Będziemy finalizować. Składa pani miłość w ofierze czy nie?

– A przyszłość? Nie pokazaliście mi przyszłości!

– Bo jej pani nie ma. Przy takiej teraźniejszości pani chłopiec ucieknie, jak nie do innej kobiety, to w chorobę. Albo w ogóle – donikąd. Znajdzie sobie sposób wyrwania się spod mamusinej spódnicy. Przecież sam ma ochotę dorosnąć…

– To co mam robić? Dla kogo będę się ofiarowywać?

– To już pani powinna lepiej od nas wiedzieć. Podoba się pani rola mamusi widocznie. Bardziej, niż żony. Mamusie też bywają kochane. No to jak? Będzie pani składać ofiarę? W imię ocalenia tego co jest i żeby pani mąż pozostał synkiem?

– Nie, nie wiem, nie jestem gotowa… muszę pomyśleć…

– Dajemy czas na myślenie.

– A co ja mam zrobić, żeby mąż… no… tego… wydoroślał?

– Przestać być mamusią. Odwrócić się twarzą do siebie i nauczyć się być Kobietą. Atrakcyjną, tajemniczą, zajmującą, pożądaną. Taką, której ma się ochotę podarować kwiaty i śpiewać serenady pod oknem, a nie płakać na ciepłej miękkiej piersi.

– Pomoże?

– Z reguły pomaga. Ale tylko pod warunkiem, że się pani zdecyduje być Kobietą. Jakby co – proszę przyjść. Uczucia ma pani piękne, z przyjemnością je weźmiemy. Wie pani ile osób marzy o takich uczuciach? Jak się pani zdecyduje je ofiarować – zapraszamy!

– Pomyślę…

853 wychodzi w zamyśleniu z gabinetu, tuląc do piersi swoje uczucia. 854 umierając z niepokoju podnosi się z krzesła i zmierza w kierunku otwartych drzwi.

– Gotów jestem ofiarować swoje potrzeby, żeby tylko mamusia była zadowolona…,- szepcze 854.

Drzwi się zamykają. W poczekalni siedzą ludzie tuląc swoje marzenia, talenty, cele, plany, karierę, możliwości – wszystko to, co postanowili złożyć w ofierze…


Opowieść przełożyła z języka rosyjskiego Inga Zawadzka


A Ty? Czego się wyrzekasz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *